Dzień Wigilii.
Pada śnieg. Duże, mokre płatki śniegu ciężko opadają na bruk Starego Miasta. Chodniki są wąskie i śliskie. Przemykam pod murami kamienic. Obcasy moich butów wybijają twardy rytm szybkich kroków. Fałszywie twardy.
Ktoś idzie z przeciwka. Mężczyzna. Zatrzymuje się, usuwa, przepuszcza mnie. Podnoszę wzrok. To są ułamki sekund, to są mgnienia wieczności. Spojrzenie w oczy i nagle wszystko ma sens. Powraca harmonia. Serce ogrzane spojrzeniem człowieka nabiera ufności do Boga, otwiera się i znów umiem się modlić.
- Powierzam Ci ich. Powierzam Ci moje dziecko i jego matkę.
2 komentarze:
Pięknie piszesz - czytałam Cię już na bocianie, teraz jestem na Twoim blogu. Zawsze mnie wzruszasz, odkrywasz przede mną piękno w codzienności i prostocie. Pisz jak najwięcej, Twoje pisanie POMAGA ŻYĆ!
Dziękuję za miłe słowa :-)
Chcę pisać.
Prześlij komentarz